Zaszczuci lekarze

O doktorkach. Psia ich mać! Możesz pisać bez logowania.

Zaszczuci lekarze

Postautor: admin » 11 mar 2011, 10:47

Dobrze, gdy pacjent tylko krzyczy. Bo może też przyłożyć kijem bejsbolowym albo oblać kwasem. Ofiarami chorego systemu ochrony zdrowia coraz częściej padają lekarze.

Bo kolejka była za długa

Doktora Oresta Sudczaka zaczepił niedawno na parkingu w Skulsku (wielkopolskie) mężczyzna z wózkiem dziecięcym. Gdy lekarz odwrócił się w jego stronę, napastnik chlusnął mu w twarz kwasem siarkowym. Bo za długo czekał w kolejce. – Przez wiele lat pracy nie usłyszałem nigdy, żeby doktor zwrócił się do kogokolwiek podniesionym głosem. On ma takie usposobienie, że nawet by nie potrafił – mówił dziennikarzom tuż po zdarzeniu jego współpracownik, dr Jerzy Mołodecki. Doktor Sudczak leży teraz w szpitalu z poparzoną twarzą. Walczy o odzyskanie wzroku.

Więcej szczęścia miał lekarz z Gib (Podlaskie), którego pacjent próbował udusić gołymi rękami. Skończyło się na niewydolności krtani i gardła, bo lekarzowi w porę przyszli z pomocą inni pracownicy przychodni. Przyczyną napaści była frustracja – stan znany wszystkim pacjentom w Polsce. Inny pacjent doktorowi, który próbował mu pomóc, wymierzył silnego kopniaka. To przytrafiło się lekarzowi z jeleniogórskiego pogotowia, który w konsekwencji musiał przejść operację stawu kolanowego.

W Legionowie chory rzucił się na lekarza z pięściami. Powód – źle wypisana recepta. – Byłem zmęczony, operowałem osiem godzin, nie postawiłem parafki, gdy skreśliłem na recepcie lek. Moja wina, zdarza się każdemu, choć nie powinno – tłumaczył się później przed przełożonymi lekarz. Pacjent nie musiał tłumaczyć się przed nikim. Uderzył lekarza w klatkę piersiową pięścią, bo się zdenerwował, i już. Doktor miał dużo szczęścia, że w tej pięści nie było noża.

– Coraz częściej pacjenci przechodzą od pogróżek do rękoczynów. A kiedy zaczną nam grozić kijem bejsbolowym czy pistoletem, sens pracy w szpitalach za marne pieniądze całkiem zniknie – mówi ordynator oddziału neonatologii w Częstochowie, Kuba Halkiewicz. Na razie, żeby do tego nie dopuścić, wymienił klamkę w drzwiach do gabinetu na gałkę. Teraz pacjent musi zapukać, bo drzwi można otworzyć tylko od wewnątrz. Tak jest bezpieczniej. Wywieszane przed gabinetami kartki: "Prosimy o zachowanie ciszy i spokoju na terenie przychodni. Osoby awanturujące się nie będą obsługiwane", jak ta w szpitalu w Łodzi (zawisła wtedy, gdy do wymachującego laską pacjenta trzeba było wezwać policję), nie robią dziś na nikim wrażenia. – Wszyscy się boimy, że za chwilę pacjenci przejdą od wyzwisk do rękoczynów – wtóruje mu doktor Wiesława Pawłowska-Jenerowicz, specjalista chorób wewnętrznych i kardiolog ze szpitala na warszawskich Bielanach.

"Konowały, rzeźnicy, łapówkarze" – pisze na forum Dooktor.pl Henryk z Warszawy. Jak tysiące pacjentów uważa, że to lekarze są wszystkiemu winni i odpowiadają także za chory system, w którym przyszło im dzisiaj pracować. "Polacy jednego dnia się zmówili i obrali sobie ich jako kozła ofiarnego? A może sami latami dorabiali się opinii, jaką mają?" – pisze dalej Henryk. Wtóruje mu pacjent o nicku Olek: "Ja też wychodzę z założenia, że skoro wybrali taki zawód, mają święty obowiązek leczyć po ludzku, nawet w nieludzkich warunkach".

– Przez ostatnie 30 lat cały świat poszedł do przodu, a w szpitalach zatrzymał się czas. Jakbyśmy nadal żyli w głębokim PRL albo, co gorsza, cofali się – komentuje doktor Wiesława Pawłowska-Jenerowicz. – Coraz bardziej sfrustrowani pacjenci mają coraz więcej pretensji do nas. Nie przychodzi im do głowy, że także jesteśmy ofiarami chorego systemu.

Za; http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/zaszczu ... omosc.html

Mój komentarz; Czyżby znachory dostawały to na co zasługują :?:
admin
Administrator
 
Posty: 79
Rejestracja: 22 gru 2009, 22:54
Lokalizacja: Mielec

Wróć do Znachory i inne felczery zwane dumnie lekarzami

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron